Dominik Omiotek

Dlaczego chciałem pojechać do  Andaluzji?  Bo miałem nadzieję, że znajdę tam prawdziwą Hiszpanię. Bez nadmiaru cywilizacji, ze spokojnie toczącym się życiem. Rzecz jasna chciałem też pięknych gór. Pomyślałem też, że jest tyle pięknych miejsc na świecie i szkoda jest jeździć cały czas do Calpe. Razem ze mną wybrało się ponad 20 osób, większość z podobnym jak ja nastawieniem do roweru. Czyli jeździmy, zwiedzamy a trening zrobi się sam przy okazji.
Nie zawiodłem się z niczym, zaledwie parę km w głąb lądu mogliśmy natknąć się na knajpy gdzie lokalsi siedzą i spijają wino, kawę i całymi godzinami grają w domino. Taką andaluzyjską knajpę nasz sanepid zamknąłby zapewne zaraz po przekroczeniu progu, a my tam jedliśmy  pyszne domowe desery i boskie bocadillosy.  Jeżdżąc po Andaluzji trzeba się dobrze przygotować, bo zdarza się że przez kilkadziesiąt km prędzej nazrywamy pomarańczy z drzewa niż kupimy coś do jedzenia i picia. Wpadamy do miasteczka, a tam cisza, następne i sytuacja się powtarza. Kto jeździł głodny na rowerze, wie jak stresująca to sytuacja JJak znajdziemy jakąś żywą dusze to radzę zapytać ja o knajpę bo często są mocno schowane i nieoznaczone tak, jakby ktoś chciał żeby nikt obcy tam nie trafił.

Andaluzja to piękno parków narodowych z potężnymi podjazdami na czele z Sierra Nevada i Pico Veleta czyli najwyższym asfaltowym podjazdem Europy gdzie asfalt kończy się na ponad 3000 m.n.p.m. Jeśli ktoś jest fanem pięknych widoków i przyrody to każdy podjazd będzie dla niego oddzielną przygodą. Pamiętaj, że na szczycie zawsze może czekać jakaś nagroda. Dla mnie największą na tym wyjeździe było dotarcie do miasteczka Capileria. Kamienna zabudowa, trochę przypominająca północna Toskanię. Ludzie chodzący w czymś w rodzaju poncza (sorry ale nie znam prawidłowej nazwy). Czas zatrzymany w miejscu. Pijąc kawę i podziwiając widoki jedna myśl nie dawała mi spokoju. Po co ktoś chciałby mieszkać tak wysoko, w tak niedostępnym miejscu  (ponad 1600 m.n.p.m). Nie wiem czy dla tych widoków, czy może dla wszechogarniającego (nawet mnie) spokoju. To miasteczko, to jedno z tych miejsc gdzie wjeżdżasz i za boga nie chcesz się stamtąd ruszać.  Takich nagród na szczycie podjazdu w Andaluzji dostałem wiele ale ta góra była naprawdę wyjątkowa.

Andaluzja to także piękne wybrzeże Morza Śródziemnego, to wiąże się z obecnością kurortów i to takich „na bogato”. Kasyna, salony samochodowe wypełnione kilkudziesięcioma modelami Ferrari, butiki najdroższych marek. Bogactwo uderza po oczach. Jednak hotele all inclusive gdzie człowiek jest traktowany trochę jak zwierzę hodowlane, bo najpierw obrączkowanie potem regularny wypas 3 razy dziennie i przeganianie z zagrody restauracja, do zagrody pool, bar itp. To nie moja bajka. Mnie to męczy, a nie sprawia że wypoczywam. Dlatego do takiego „rajskiego” kurortu mogę wybrać się na jednodniową wycieczkę, a nie spędzić tam wakacje, nawet jeśli są poza ścisłym sezonem.

Wycieczki J Na lądowe wyjazdy kolarskie zawsze zabieramy samochód. Właśnie po to by móc zwiedzać i poznawać świat. Przez 2 andaluzyjskie tygodnie zwiedziliśmy wiele. Kiedy nie jestem na rowerze to uwielbiam snuć się wąskimi uliczkami starych miast podziwiając zabytki, dlatego zauroczyła mnie Malaga. Stadion do Corridy, zamek, mnóstwo klimatycznych knajp, no i owe wąskie urokliwe uliczki. Spędziliśmy tam tylko dzień więc nie wiem czy mieliśmy szczęście czy tak tu jest ale spotkała nas np. taka sytuacja….. Wchodzimy do knajpy na starym mieście, a tam hiszpańska muzyka i ludzie uczący się Tanga. Klimat, którego nie da się opisać do tego dobra kawa, co nie jest niestety częste w tym rejonie, ale o tym później. Siedząc tam czułem ten andaluzyjski klimat. Szczęście tego dnia nam chyba sprzyjało bo przez przypadek trafiliśmy na lokalny targ, owoce morza, sery, warzywa, owoce, gwar hiszpańskiego targowiska, kolory, zapachy atakujące zmysły. Aż mogło się zakręcić w głowie. Zarówno na targu jak i w lokalnych knajpach gwar jest tu niesamowity. Czasem mam wrażenie, że ludzie tu nie rozmawiają tylko krzyczą. Od taki hiszpański temperament.
Przed przyjazdem na południe Hiszpanii miałem jeszcze jeden cel. Zobaczyć małpy w jedynym w Europie miejscu, gdzie żyją na wolności czyli Gibraltar. Po 2,5h drogi dojechaliśmy na sam koniec Gibraltaru. Popatrzyliśmy na  Afrykę i pomnik generała Sikorskiego, niestety wiało niesamowicie więc wjazd kolejką linową do parku by zobaczyć małpy był nie możliwy. I tu właśnie potwierdziło się, że najlepiej świat zwiedzać rowerem. Tam gdzie nie można wjechać samochodem, rowerem bez problemu. Dobrze, że zabraliśmy ze sobą busa Kolarskiego gdzie oprócz 7 osób mogliśmy zapakować ogrom rowerów. Rundka po parku narodowym z widokami na Afrykę i spotkaniem z małpami niezapomniana. Cel zrealizowany, a fantastyczne wspomnienia pozostaną na całe życie.
Stare miasto na Gibraltarze to hiszpańsko brytyjski shake. Język głownie hiszpański ale zabudowa i klimat już zdecydowanie brytyjskie. Dokoła same Range Rovery nie pozostawiają złudzeń, że to kolonia brytyjska. Ciekawy jest też sam wjazd na Gibraltar bo w poprzek pasa startowego. Uwaga bo w przypadku mocnego wiatru może być problem z wjazdem na półwysep rowerem.

Rower i Trening

W sumie głównie po to tu przyjechaliśmy, jedni bardziej jeździć i delektować się rejonem inni trenować. Kiedyś ktoś mi powiedział, że nie ma tu dróg, ktoś inny, że nie ma warunków, jeszcze inny że w ogóle nie ma płaskiego. Nie mam pojęcia skąd te opinie i plotki bo treningowo jest tu wszystko. Chcemy podjazd 350 metrów w pionie czyli takie Col de Rates proszę bardzo jedziemy 6 km i jest. Chcemy podjazd 900 m w pionie proszę bardzo 6 km i jest z 1100m.n.p.m trochę w dół i dalej na 1300m.n.p.m. Mało? Bardzo proszę 35km w głąb lądu cudowny malowniczy podjazd z 300m na 1600m, o którym zresztą już pisałem. A jak ktoś naprawdę spragniony wrażeń zawsze może podjechać do Granady i zaliczyć Sierra Nevadę. Sam będąc tutaj nie mogłem opuścić tego punktu wyprawy. Niestety o tej porze roku proponuję zrobić to z samochodem zabezpieczającym. Tak na wszelki wypadek. Na dole niby ciepło ale na górze podczas naszego podjazdu było -4,5⁰C. O ile wjazd na górę nie stanowi większego problemu o tyle zjazd…….. Lepiej mieć kogoś kto zwiezie cię samochodem. Zjechałem tylko połowę góry i skapitulowałem. Całe szczęście tata czuwał J (dziękuję za ratunek i podwózkę). Treningowo jest tu wszystko, a nawet więcej do wyboru do koloru. Chyba nie tylko ja tak uważam bo spotkałem tutaj wielu world tourowców. Wydaję mi się, że teren jest bardziej urozmaicony, ciekawszy i kompletny w porównaniu z innymi kontynentalnymi kolarskimi miejscami. Płaskie szybkie treningi też nie stanowią tutaj problemu. Chcąc trenować znajdziemy tu wszystko. Do tego te widoki i prawdziwie hiszpański klimat.

Po treningu musisz dobrze zjeść. Dobrych restauracji trzeba jednak trochę poszukać. Łatwiej o takowe niż np. w Calpe ale chyba trudniej niż na Teneryfie. Muszę jednak przyznać, że zjadłem tutaj najlepszego łososia ever. Jak już znajdziemy ową dobra knajpę to może zdarzyć się, że będziemy chcieli pozostać tam do końca życia. Szum morza, zachodzące słonce, widok na góry, w tle Hiszpan gra na gitarze jakąś lokalną melodię, a stolik obok 4 dżentelmenów w podeszłym wieku zasuwa w domino. To jest właśnie mój klimat, miejsce gdzie odpoczywam i znajduję wszystko.

Kawa

Chłopaki z Story Coffee Roasters,  jeśli otworzycie tutaj kawiarnię gwarantuje zbijecie majątek. Andaluzja nie odbiega w tej kwestii od „hiszpańskich standardów”. O dobra kawę jest tu naprawdę ciężko. Nie rozumiem tego bo nawet w największej dziurze mają dobre ekspresy. Ja natomiast mogę się pochwalić wkładem w lokalna kuchnię, gdyż wprowadziłem razem z właścicielem hotelu do jego karty barraquito.

Andaluzję zwiedzałem w grupie ponad 25 osób. Było chyba wszystko co być powinno. Rozruchy poranne na plaży, treningi i zwiedzania, i radość poznawania świata. Nie zobaczyliśmy jednak wszystkiego wiec po co wracać. Żaden tekst czy zdjęcia nie oddadzą klimatu tego miejsca. Ale kilka tygodni po powrocie pisząc ten tekst wiem, że tam wrócę. Ja tak widzę Anadaluzję a jakie jest Wasze zdanie ?