Dominik Omiotek

Chciałbym opowiedzieć Wam jaki był wyjazd na Teneryę 2018, tylko nie wiem od czego zacząć bo tyle się działo, a wrażenia i emocje w głowie się kotłują. Było wszystko: naciąganie stref treningowych, ciężkie i długie treningi, góry, bicie rekordów dystansów i przewyższeń. Alina postanowiła zawstydzić wszystkie zawodniczki elity i pobić chyba wszystkie KOMy na podjeździe pod El Teide – szacun…. Było zwiedzanie wyspy, kurorty, sklepy i atrakcje turystyczne. Było pływanie na jachcie, z delfinami był Loro Parque. Były dzikie niedostępne miejsca, ale były też zatłoczone miasta. Było ostre słońce ale był też……… śnieg. Były uniesienia kulinarne i odkrywanie nowych smaków. Chcecie więcej to przeczytajcie.

Nie był to wyjazd typowo kolarski, bo takie było założenie. W sumie 19 dorosłych osób i 7 dzieci, 13 rowerów. Różnorodność naszej grupy odzwierciedlała chyba różnorodność Teneryfy, choć posiadacze dzieci wiedzą, że ciężko o pełen relaks przy dzieciach, a takich zabraliśmy wyjątkowo dużo to na pewno nie było mowy o nudzie.
Nie był to nasz pierwszy wyjazd na Teneryfę z rowerem wiec wiedzieliśmy na co zwrócić uwagę, w który region wyspy jechać aby uniknąć kurortów, z których ciężko wyjechać i żeby zaznać prawdziwego kanaryjskiego życia. Dotknąć życia jakie wiodą mieszkańcy wyspy, a nie mieszkańcy hoteli. To wszystko złożyło się w surferską miejscowość El Medano. Restauracji oznaczonych logiem Trip Advisor było tu wiele, w większości super jedzenie chodź i tak zdarzały się wpadki.
Jak nam się jeździło? Jak w raju. Jeśli mamy do dyspozycji górę, na którą prowadzi mnóstwo wariantów tras, która zaczyna się na poziomie morza, a kończy na 2350 m.n.p.m. to jak może być inaczej. Teneryfa jest bardzo różnorodna i to widać na każdym kroku, również podczas podjazdu. Na początku skały, niemal pustynia, wyżej rolnicze miejscowości, jeszcze wyżej, lasy zieleń, a na samym szczycie krajobraz księżycowy. Oczywiście żaden opis czy zdjęcie nie odda nieziemskich widoków na lazur oceanu, inne wyspy, czy nawet chmury od góry. To trzeba przeżyć. To trzeba zobaczyć. Podjazdy do trenowania są idealne równe, bez wypłaszczeń, bez ogromnej ilości ciasnych serpentyn gdzie trzeba zwalniać. Na wulkanie mamy gwarancję, że spotkamy jakieś gwiazdy światowego kolarstwa. Astana, Movistar, Team Emirates, no i oczywiście Sky. World Tourowcy zawsze mieszkają na szczycie wulkanu w hotelu Parodor. Jest to jedna z niewielu baz w Europie gdzie dogodnie można wykonać założenia treningu wysokogórskiego. Na pewno jedyna gdzie można zrobić to zimą. Choć bardzo chciałbym zobaczyć minę Vinokurowa gdy w tym roku zasypał ich śnieg na szczycie. Podobno trafiliśmy na jakieś anomalie pogodowe, na szczęście śnieg szybko stopniał a my znów mogliśmy jeździć ponad chmurami.
Teneryfa to nie tylko El Teide. Piękne trasy i podjazdy znajdziemy na zachodzie wyspy. Trasa od Gigantów przez Santiago i Mascę to istny orgazm dla maniaków przyrody. Niestety wiedzą o tym również turyści, którzy w wypożyczonych samochodach ciężko ogarniają bardzo krętą, stromą i wąską trasę. Jeśli wiec chcemy porozkoszować się widokami proponuję na trening wyjechać wcześnie rano nim turyści z Adeje, Los Cristianos itp. zejdą na hotelowe śniadanie.
Po przeciwnej stronie wyspy znajdują się góry Anaga – najstarsza geologicznie część wyspy. Dzikie, niedostępne, rzadko uczęszczane drogi prowadzące przez lasy Laurenowe. Coś niesamowitego i podobno niebezpiecznego jak mówią miejscowe legendy. Jeżdżąc po tych trasach non stop zastanawiałem się jak ludzie mogą mieszkać w tak niedostępnych miejscach. Treningowo trasy może nie zachwycają ale podróżnicy i ciekawi świata będą zachwyceni.

Nie wiem jak Wy ale moja rodzina zarówno ta najbliższa jak i ta kolarska uwielbia dobre jedzenie. Jeśli dobra kuchnia to tylko w małych miastach jak Orotava, Garachico, Tajao. Jeśli Kanary to głownie owoce morza., świeże ośmiornice, kalmary, ryby do tego tradycyjne ziemniaczki Kanaryjskie z mojo i oczywiście paella. Niebo w ustach. Nawiasem mówiąc ziemniaki kanaryjskie wyglądają tak samo jak polskie gotowane na wsiach w parnikach po to by karmić nimi świnie J. Tyle ze na Kanarach dodają do tego mojo czyli tradycyjny sos, a gotują wg. specjalej receptury w mocno osolonej wodzie. Nie mniej jednak pychaaaaaa. Po takim jedzeniu dla mnie nie ma lepszej formy relaksu niż wielogodzinne włóczenie się po tych małych urokliwych miejscowościach gdzie menu jest tylko po hiszpańsku, czas płynie wolno a wszędzie słychać latynoską muzykę. Ehhhhhhhh jak to dobrze, że już za chwilę wracamy do Hiszpanii.

Wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że wstaję bardzo wcześnie rano. Powiecie, że jestem wariat i nie potrafię się cieszyć wakacjami? Może. Ale to ja mam możliwość spotkania tradycyjnej Hiszpanii, Włoch, czy Francji. Wstaję wcześnie, wszystkie sklepy zamknięte ale bary już nie. Lokalsi wchodzą, zamawiają kawę, jedzą ciastko, dyskutują, gwar, emocje i prawdziwie lokalne życie dostępne tylko dla rannych proszków. A pro pos śpiew ptaków o poranku w El Medano był niczym muzyka Mozarta. A sama kawa? Tradycyjne cafe con leche lub espresso zaskoczyło mnie in plus, ale piłem go tutaj o dziwo bardzo mało gdyż….. Teneryfa to miejsce gdzie napijemy się występującej tylko na niej i czasem na innych kanaryjskich wyspach barraquito, które pokochałem. Skondensowane słodzone mleko, likier 43 (ponad 30%, więc raczej po treningu niż w jego trakcie J) espresso, mlecza pianka, cynamoni kawałek skórki z cytryny. To połączenie pochłonęło chyba większość wydanych na Teneryfę pieniędzy przez moją rodzinę. Likier zakupiłem, kawę ze Story Caffe mam więc jak macie ochotę to zapraszam do mnie do domu lub za rok na Teneryfę.

Na południu wyspy widać że Teneryfa to miejsce podporządkowane turystom , większość samochodów jest z wypożyczalni. Wszechobecne są różnej maści parki rozrywki: Loro Parque, Jungle Park, Siam Park itp. Rodzina jeśli chce, nie będzie się nudzić. Mój syn pytany kim będzie w przyszłości odpowiada: rolnikiem, kocha zwierzęta i niczym innym nie chce się bawić. Byliśmy więc podjarani wyprawą do jednego z lepszych zoo na świecie Loro Parque. Jerzy natomiast o dziwo nie specjalnie był zainteresowany pokazami orek , delfinów itp. I jak tu człowieku dziecku sprawić przyjemność? Zabierz na drugi koniec kontynentu aby sprawić mu przyjemność. Ehhhhh dzieci. Największą przyjemność Jerzy miał z wszechobecnych placów zabaw dookoła miejsca gdzie mieszkaliśmy i pysznych lodów w pobliskiej lodziarni.

Czy wrócimy tam za rok? Jest to więcej niż pewne !!!!