Dominik Omiotek

Toskania

Kolebka kultury włoskiej, kraina wina, słońca, i idealne miejsce na kolarską wyprawą lub jeśli ktoś woli zgrupowanie.

Region Włoch, którego dialekt dał podstawy całemu językowi włoskiemu, turystycznie chyba najbardziej bogaty w zabytki spośród wszystkich regionów Italii. Jeśli kolarstwo jest dla kogoś czymś więcej niż Watami i FTP to na pewno poczuje się tu jak w raju. Minęło kilka lat od mojej ostatniej wizyty tutaj ale w tym roku zgarnąłem wspaniałą ekipę by spędzić niespełna 2 tygodnie w miejscu do, do którego strasznie tęskniłem. Dla części ekipy było to ciężkie zgrupowanie, po którym robili „życiówki”, dla innych wakacje, a jeszcze dla innych okazja do zwiedzenia, Pizy, Florencji, Lukki, Sieny. Siena, dla mnie osobiście jako fana filmów z agentem 007 Piazza del Campo od razu przywodzi na myśl scenę gonitwy po dachach z  Quantum of Solace, a jako fan kolarstwa finiszującego Michała Kwiatkowskiego lub Fabiana Cancelarę wygrywającego Strade Bianche. Na sam Piazza del Campo oczywiście musieliśmy dostać się przez finałowy podjazd tego właśnie wyścigu prowadzący ulicą Świętej Katarzyny.

Toskania kojarzy się raczej z pagórkami i niezbyt długimi podjazdami i porównuje się ją do naszych Bieszczad. Przynajmniej z takimi opiniami się spotkałem. Wolę jednak prowincję Lukka gdzie znajdziemy wiele ponad 10 km podjazdów z przewyższeniami przekraczającymi 1000m w pionie. Toskania bogata jest w zieleń, podjazdy często są zacienione a nagrodą jest dopiero widok na samym szczycie. Najbardziej magiczny w Toskanii jest jednak klimat małych kamiennych miasteczek i wiosek, które wydają się być na pierwszy rzut oka wyludnione, jednak w każdym z nich znajdziemy restauracje z obłędnym jedzeniem, bez angielskiego menu, baaaaaaa najczęściej bez żadnego menu, za to z idealną kawą i kucharzem, z którym ciężko jest się dogadać. Nie ma to jednak znaczenia bo czego by nie ugotował i tak będzie rozkoszą dla podniebienia, której nie znajdziemy w „polskich” włoskich restauracjach. Jeśli knajpa utrzymuje się z wiosce gdzie mieszka kilkadziesiąt osób a turyści wpadają tam tylko jak zabłądzą to musi tam być wspaniałe jedzenia. Toskania nie niszczy kieszeni pod warunkiem że unikamy kurortów takich jak Viareggio.

Podczas naszego wyjazdu trenowaliśmy zwiedzaliśmy, zaliczyliśmy trasę Strade Bianche, wypoczywaliśmy nad basenem, delektowaliśmy się winem w lokalnej knajpie z zaprzyjaźnionymi już gospodarzami triatlonistami. Taką Toskanię poznałem kilka lat temu, taka mnie zauroczyła, do takiej chcę wracać więc i taką chciałem pokazać innym.