Dominik Omiotek

Region Bormio we włoskich Alpach nazwał bym mekką kolarzy szosowych. Bo każdy kto lubi szosę maży o tym żeby choć raz w życiu zaliczyć Stelvio, Gavię, Mortirollo i poczuć klimat rozgrywanych tam niegdyś kluczowych pojedynków Giro di Italia. W miesiącach letnich kolarzy jest tu więcej niż samochodów i o ile na co dzień , do szału doprowadzają mnie kierowcy wlekący się 20km/h gdzie ograniczenie jest do 50km/h, anemiczne ruszanie ze świateł itp. O tyle współczuję kierowcom, którzy muszą jeździć w okolicach Bormio samochodem i omijać te tłumu różnej maści kolarzy. Tu dwóch, tam pięciu, gdzie indziej jakaś grupka. Pod górę, z góry, wszędzie kręcą się jacyś kolarze. A jak nie kolarze to motocykliści, którzy też mają tutaj swoją świątynie. Ruch jak w centrum Warszawy. Z punktu widzenie roweru wygląda to jednak zupełnie inaczej. Cudowna natura i trudności podjazdów przyciągają amatorów z całego świata. Zatrzymaj się na szczycie i pogadaj z wariatami siedzącymi obok. Z wariatami, którzy przybyli z całego świata właśnie po to żeby za własne ciężko zarobione pieniądze męczyć się na podjazdach. Każdy kto znalazł się na szczycie to kolejna ciekawa historia, którą warto poznać. Włoskie podjazdy są bardzo wymagające. długie praktycznie bez wypłaszczeń, z przewyższeniami mocno przekraczającymi 1000m. Jeśli zależy wam zaliczeniu dużej ilości przełęczy zatrzymajcie się w Bormio bo to z stamtąd zaczynają się te najsłynniejsze.
35km od Bormio na wysokości ok 1800-1900 m.n.p.m znajduje się Livigno. O ile w Bormio znajdziemy więcej amatorów to Livigno jest bardzo popularne wśród prosów. Przygotowują się tu do najważniejszych wyścigów. Odpowiednia wysokość sprawia że prosi planują tam zgrupowania pomagające poprawić wydolność. Widać to na każdym kroku już od wczesnych godzina porannych. Turyści śpią a zawodowcy robią już pierwszy trening na czczo. Trening wysokościowy nie jest taki prosty. Trzeba odpowiednio zaplanować datę przyjazdu, odjazdu, długość pobytu w zależności od imprezy docelowej. Pobyty kilkudniowy czy nawet tygodniowy nic nam nie da. Livigno ma jeszcze inne zalety dla prosa. Wyjedziemy stąd w 3 kierunki przez różne przełęcze co daje nam wiele możliwości na różnorodne treningi. Co w przypadku długiego zgrupowaniu pozwala uniknąć monotonii. Miałem okazje spędzić tam 3 tygodnie i naprawdę nie powtórzyłem trasy. Atutem Livigno zwłaszcza dla zawodowców jest to ze znajdziemy tam sporo płaskiego. Baaaa nawet zadaszonego…… wzdłuż przepięknego jeziora znajduje się blisko 10km płaskiej trasy w większości zadaszonej dlatego nawet w deszczowe dni można wykonać trening. Na koniec może mało istotne ale… całe Livigno to strefa wolnocłowa więc wieczory mogą upływać dość przyjemnie za sprawą pewnej grupy produktów, dostępnej tutaj za dużo niższą kwotę. To z kolejni może przekonać amatorów do przyjazdu tutaj. J Jeśli już wylądujecie w Livigno to warto też wybrać na szwajcarską stronę, przez Berninapass do St Moritz czyli jednego z najbardziej luksusowych i najdroższych kurortów Alp. Dla mnie ten region to idealne miejsce na rowerowe wakacje a Wy co sądzicie?